Skocz do zawartości


 

- - - - -
Zdjęcie

Martin Brzeziński: Po tym sezonie czuję wielki niedosyt


Kadra kajakarzy nie marnuje czasu. Nasi zawodnicy z wielkim zapałem rozpoczęli przygotowania do nowego sezonu. Najpierw odbyli obóz w Wałczu, a potem przenieśli się do portugalskiego Milfontes. Podczas konsultacji formą błysnął Martin Brzeziński, który wygrał wewnętrzny sprawdzian formy na 1000 i 500 metrów.

– To było zwykłe roztrenowanie po sezonie i spokojne wdrażanie się przed kolejnymi miesiącami ciężkiej pracy. Przed startami złapałem trochę świeżości i poczułem dobrą moc na piórze. W zwycięstwach pomogła mi również łódka, gdyż w ciężkich warunkach, jakie panowały na torze Plastex Projekt X sprawdził się bez zarzutu i mogłem się skupić tylko na wiosłowaniu. W Wałczu przebywaliśmy ledwie tydzień i było to bardziej przygotowanie do samych startów, natomiast w Bydgoszczy przez trzy tygodnie pracowaliśmy nad techniką wiosłowania i spokojnym układaniem się na kajaku. Do tego były CrossFit, siłownia, spinning i ćwiczenia ogólnorozwojowe. W Portugalii już podkręciliśmy tempo. Pływaliśmy zdecydowanie więcej kilometrów, a na siłowni weszliśmy w trening specjalistyczny. Poza tym doszły rowery oraz dużo gimnastyki. Pogoda nam dopisała. Cały obóz przepracowaliśmy w znakomitych nastrojach – relacjonuje podopieczny Mariusza Słowińskiego.

- Trening w okresie jesienno-zimowym jest długi i żmudny. W tym czasie pracuje się nad całą bazą, z której później się czerpie i można się coraz bardziej rozpędzać. Osobiście nie jestem fanem przesiadywania na siłowni, bardziej pasuje mi trening typu CrossFit. Na ergometrach lubię wiosłować, choć nie jest to idealne odzwierciedlenie tego, co robimy na co dzień, ale można znaleźć w tym przyjemność – mówi w rozmowie z naszym portalem reprezentant Polski.

Brzeziński nie ukrywa, że nie jest do końca zadowolony ze swoich tegorocznych występów. - Po tym sezonie zdecydowanie czuję niedosyt. Na mistrzostwach Europy przegrana w półfinale o kilka setnych nie pozwoliła na walkę w finale czwórek na 500 metrów. Podobnie było na mistrzostwach globu na dwójce, gdzie w półfinale zabrakło trochę szczęścia i mogliśmy z Rafałem jedynie w finale B udowodnić, że miejsce w czołowej „dziewiątce” się nam należało. Nie zdołowało mnie to, a wręcz przeciwnie, dało mi to mocnego kopa do dalszych treningów i pokazania w przyszłym sezonie, że coś sobą reprezentujemy.

Zawodnicy na Półwyspie Iberyjskim ćwiczyli na rzece Mirze, która dała im mocno w kość. – Tam przy niekorzystnym układzie można robić trening w obie strony pod prąd. Ja osobiście się wychowałem na rzece, wiec dla mnie nie było żadnego problemu ze zrobieniem na niej treningu.

Martin jest mocno zmotywowany przed nowym sezonem. - Zawsze jestem bojowo nastawiony. Moim celem na 2019 rok jest wywalczenie kwalifikacji olimpijskiej. Nie ma dla mnie znaczenia, w której to będzie konkurencji. Czas pokaże. Jeśli będę na tyle mocny, aby ścigać się na jedynce, zrobię to. Nie byłem jeszcze nigdy w Japonii, ale cały czas mam z tyłu głowy Tokio 2020. Jest to moje największe marzenie i najważniejszy cel. Wszystko podporządkowuję temu, aby się tam dostać i walczyć o medale – powiedział ambitny kajakarz.

Jak bohater artykułu spędzi nadchodzące święta? - Tradycyjnie. Nie będę liczył kalorii, ale też nie zamierzam się objadać do nieprzytomności. Odżywiam się po prostu zdrowo, ale nie odmawiam sobie od czasu do czasu jakiegoś fast fooda. Jem dużo, ale mimo to muszę wspomagać się gainerem, aby utrzymać wagę na odpowiednim poziomie. U mnie bardziej jest problem ze spadającą, niż rosnącą wagą. Mam po prostu szybką przemianę materii – tłumaczy Polak.

Póki co siedzimy w Jakuszycach. Trenujemy na nartach biegowych, w basenie, dużo siłowni i ogólnorozwojówki. Śniegu full, jedzenie bardzo dobre. Nic tylko ćwiczyć – informuje Brzeziński.

Z Martinem Brzezińskim rozmawiał Maciej Mikołajczyk.



0 Comments